Jesteś tutaj

Radny żąda wycofania filmu bo będzie startował na prezydenta Kielc a jego nazwisko nie jest ubeckie

Rozpętała się wielka awantura wokół filmu "Wyklęty" w reżyserii kielczanina Konrada Łęckiego. Radny Jan Gierada domaga się wstrzymania projekcji filmu, który na ekrany w całym kraju miał trafić 10 marca.

Radny żąda wycofania filmu bo będzie startował na prezydenta Kielc a jego nazwisko nie jest ubeckie

Radny Jan Gierada poczuł się urażony faktem, iż jeden z negatywnych bohaterów "Wyklętego" ubecki funkcjonariusz nosi to samo nazwisko co on. Jeśli film nie zostanie wycofany z projekcji sprawa prawdopodobnie trafi do sądu. Informacje na ten temat jako pierwszy podał Scyzoryk się otwiera satyryczna strona Kielc na popularnym portalu społecznościowym Facebook. - Nie wierzę w przypadkowość nazwiska. Jak łatwo sprawdzić w internecie to Gieradów w Polsce jest chyba 480 a Kaczyńskich 5200. To nie jest nazwisko szeregowe. Ja jestem osoba publiczną, radnym. Mam zamiar startować na prezydenta Kielc jeśli pan Lubawski nie wystartuje. - mówi Jan Gierada.

- Tu chodzi o ochronę nazwiska. Ja mam syna na stanowisku. Mam szeroką rodzinę Gieradów. Mam wnuczków. Nie chodzi o mnie. Ja niech chcę robić z tego sprawy politycznej. Znam i szanuję pana Łęckiego. Niech on się wypowie co ma zamiar z tym tematem zrobić. W mojej rodzinie nie było żadnych negatywnych osób, które pracowały w SB. Ja nie oglądałem tego filmu ale mam informacje na ten temat. Chodzi o dobre imię tego nazwiska. Ja życzę Łęckiemu jak najlepiej. Niech się rozwija. Ale dlaczego przypadkowo nie wstawił Kaczyńskiego czy Schetyny tylko akurat Gierada? Ja mam 71 lat to już nawet nie o mnie chodzi tylko o moje wnuczki i dzieci. - tłumaczy radny Jan Gierada, który przez wiele lat był dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

Całym zamieszaniem wokół filmu zdziwiony jest reżyser Konrad Łęcki. - Prawnicy dystrybutora przygotowują odpowiedź pełnomocnikowi pana radnego Jana Gierady. Kwestia wstrzymania filmu czy nie wstrzymania nie jest moją decyzja tylko dystrybutora. Z mojej perspektywy to kuriozalny zarzut. Gdybyśmy chcieli przyjąć narrację zaprezentowaną przez pana Gieradę to znaczy, że każdy mógłby nas pozywać o nazwiska. Mówienie, że ktoś ma nazwisko jednoznacznie kojarzące się z czymś jest po prostu niepoważne. Takie nazwisko nosi w Polsce wiele osób i nikt nie ma na nie monopolu. Zarzuty, że ja to zrobiłem celowo są nietrafione. Po co ja miałbym to niby robić? Pan Gierada nie jest dla mnie żadnym konkurentem. Nasze wspólne kandydowanie na które się powołuje przebiegało w bardzo zgodnej atmosferze. My nie mieliśmy żadnych konfliktów ze sobą. Nie rozumiem zupełnie tej sytuacji. - tłumaczy Konrad Łęcki.

- W filmie "Historia Roja" główny ubek nazywa się Wyszomirski. Jest to też nazwisko sławnego reżysera teatralnego. No i co teraz ten sławny reżyser ma pozywać twórców za to, że użyli tego nazwiska. No my do paranoi dojdziemy w końcu. Dla mnie to jest trochę niepoważne. Nie można tej postaci kojarzyć z kielecką rodziną ponieważ to nie dzieje się w Kielcach. Nagraliśmy ten film między innymi w Kielcach ale akcja nie dzieje się w nich. Tam nigdzie nie jest powiedziane, że to są kieleckie sytuacje. Nam miasto i region posłużyły za plenery do zdjęć. Utożsamianie tego z Kielcami i rodzinami tutaj żyjącymi jest wielkim nieporozumieniem. - tłumaczy kielecki reżyser.

Odpowiedzi

zacny to obywatel, któremu pozostaje zmienić nazwisko

Często rodziny o takim samym nazwisku nie są spokrewnione,więc żadną miarą nie rozumiem Pana Gierady,a jego żądanie jest wręcz śmieszne.