Kielce Wiadomości Sport Informacje

Nieprawidłowości w KCK? Prokuratura prowadzi śledztwo

Śledczy z Prokuratury Kielce Wschód prowadzą dochodzenie w sprawie ewentualnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu Kieleckiego Centrum Kultury.

  Nieprawidłowości w KCK? Prokuratura prowadzi śledztwo


Jak informuje rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach prokurator Daniel Prokopowicz od października bieżącego roku toczy się postępowanie w sprawie ewentualnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu Kieleckiego Centrum Kultury. Zabezpieczono dokumentację, w toku są przesłuchania świadków do tego śledztwa. Jak informuje rzecznik Prokuratury nie jest to wstępny etap postępowania.

Dyrektor Kieleckiego Centrum Kultury informuje, że do prokuratury wpłynął anonim i Prokuratura prowadzi śledztwo sprawdzające zawarte w nim informacje. - Ja tego anonimu nie widziałam. Nie wiem kto za nim stoi ale mogę się domyślać. Zobaczymy co się będzie dalej działo - komentuje toczące się postępowanie Prokuratury dyrektor Kieleckiego Centrum Kultury Magdalena Kusztal.

W przestrzeni publicznej krążą informacje dotyczące zakupu przez Kieleckie Centrum Kultury miksera za kwotę ponad 80 tysięcy złotych. Sprzęt według niesprawdzonych informacji miał być nigdy nie użyty w związku z brakiem kompatybilności. Od pojawiających się plotek odcina się dyrektor KCK. - Żadnych plotek nie będę komentowała. To pismo było anonimowe. Oczywiście trzeba tą sprawę wyjaśnić i taka jest rola toczącego się postępowania. - odpowiada Magdalena Kusztal, dyrektor Kieleckiego Centrum Kultury.

Dyrektor Kieleckiego Centrum Kultury ucina również wszelkie spekulacje wiążące początek toczącego się śledztwa ze zmianą władzy do jakiej doszło w Kielcach po wyborach samorządowych.

Odpowiedzi

Możecie się amatorki zajęcia miejsca po Magdzie Kusztal w sam gwizdek pocałować, jedna miała kłopoty z przetargami, druga nie zna się na budżecie a wyrywne, że hej. B. Wenta Magdę zostawi, bo jednak lepsza od tych kandydatek.

Wreszcie ktoś przekłuł balon „zmowy milczenia”! Pogłoski o tym co się dzieju w KCK-u funkcjonowały w środowisku od wielu lat. Trzeba trzymać kciuki za skuteczność śledczych. To bardzo trudne dochodzenie (póki opiera się na donosach).

Opowiadał mi znajomy o tym co się działo w jego gminie. Miejscowym domem kultury od lat „trzęsło” trio: dyrektorka, vicedyrektor i kierownik techniczny. Można powiedzieć, że „sprywatyzowali” instytucję. Wyciągali rocznie „na lewo” ogromne pieniądze. Otoczyli się firmami które regularnie zatrudniali do każdej imprezy (oczywiście tych z dużym budżetem). Z każdego zlecenia mieli prowizję. Jak interes zaczął się kręcić, to nawet nie potrzebny był udział w produkcji. Ważne było tylko wystawienie faktury. Dyrektorka „reżyserowała” a „Pan Zenek” wystawiał fakturę. Scenografię szykowała ekipa domu kultury, a z rachuneczkiem w zębach do sekretariatu przybiegał „Pan Henio”… Rachunki za catering wystawiała firma pracownicy (oczywiście bez przetargów i żadnych innych procedur). Znajomi agencji Artystów histeryzowali, „że to taki termin że muszą policzyć stawkę podwójnie bo mają już inne propozycję i taniej nie da rady”.. W imprezach - jako podwykonawcy – zatrudniona była cała rodzina dyrekcji. Istne Perpetum Mobile! Prawdziwym eldorado były imprezy zlecane przez urząd. Oj można było wtedy zawyżyć koszty. Zwłaszcza przy ważnych imprezach dla miasta. Urzędasy nie miały pojęcia ile co kosztuje. Gabinet dyrektorki uginał się wtedy od wykwintnych dań i drogich trunków. Artyści byli na wyciągnięcie ręki. Prezenty, darmowe bilety i wystawne rauty powodowały, że miejscowa elita „ jadła” dyrektorce z ręki. Robiła wszystko by być zaproszonym na kolejną popijawę. Dyrektorka uwielbiała organizować pokazy mody. Co się wtedy działo wymagałoby napisania grubej rozprawki! (…)

Wicedyrektor z kierownikiem technicznym opanowali rynek wynajmu i techniki. Salę wynajmowały właściwie non – stop te same firmy. Układ był prosty: pieniądze za dostawki dzielone były na miejscu solidarnie (czasami trudno było na Sali wcisnąć przysłowiową szpilkę. Szczęście, że nigdy nie trzeba było przeprowadzić ewakuacji – to byłaby rzeź w tym tłoku!). Często psuł się sprzęt nagłośnieniowy. W trybie awaryjnym trzeba było wynajmować inny (oczywiście za „właściwą” stawkę). Czasami kupowano za duuuże pieniądze niepotrzebne i przestarzałe wyposażenie sceny (jak myślicie Państwo: dlaczego? ).

Trio zarządzające żyło w niezwykłej symbiozie!!! Dużo wiedzieli i- przez co byli na siebie skazani (mimo, że się modelowo nienawidzili).

Skąd znajomy o tym wiedział? Bo tkwił w tym układzie od długiego czasu. „Zarobiłem spore pieniądze, ale wymagało to psychicznego znieczulenia. Nikt się zresztą nie wychyli dopóki będzie miał z tego korzyść. Dyrektorka była przyjaciółką Burmistrza, miejscowych polityków i miała wpływowego męża. Takie układy trudno rozbić.”

Czemu piszę o tej historii. Bo pointę po wielu latach dopisało życie. Burmistrz nie został wybrany ponownie, a kolejna ekipa zarządziła audyt. Nie wykryto łapówek, mobingu (pracownicy byli trzymani „na krótkiej smyczy”) i innych dużych nieprawidłowości. Udowodniono tylko „mały szczególik” – syn dyrektorki rozbijał się notorycznie służbowym autem. I poszło wypowiedzenie. Nie jest to jednak historia z morałem – przyjaciele z licznych bankietów zadbali o kolejną nominację… Zupełnie jak w filmie „Poszukiwany, Poszukiwana”: „Mój mąż jest z zawodu Dyrektorem”…

Czas na podsumowanie: Mam nadzieję, że w naszym mieście nie mogło dojść do takich patologii. Ale „nadzieja jest ……….”