Kielce mają swojego Kojota

Słysząc różne opinie o restauracji, postanowiłam sprawdzić czy Kojot jest straszny, czy może całkiem łagodny.

Znalezienie lokalu nie było trudne, ponieważ idąc deptakiem bez trudu zauważyłam dużych rozmiarów napis: Restauracja Kojot. Wchodzę w bramę i jestem na miejscu, adres: Kielce, ul. Sienkiewicza 9.

 restauracja kojot kielce

Od wejścia można poczuć klimat prerii. Witają mnie dwie figury: kowboja i Indianina. Jeszcze kilkanaście schodów w dół i można rozejrzeć się za miejscem. Idąc korytarzem zaglądam do kolejnych salek. Jest godz. 20.00, w każdym zakamarku młodzi ludzie, niewątpliwie jest to dobry prognostyk, bo tam, gdzie kwitnie życie - da się dobrze zjeść.

Zdejmuję kurtkę, siadam przy stoliku i ku mojemu zdziwieniu zaraz pojawia się Squaw. Kelnerka ubrana jak żona Indianina to dobry pomysł! Dziewczyna zostawia mi kartę, a ja zaczynam wertować jej strony.

Sala jest małych rozmiarów, przychodzą kolejni goście, którzy „prosto z marszu” zamawiają shormę. Postanawiam zaufać innym szczególnie, kiedy okazuje się, że nie ma kerguleny. Problemy z dostaniem tej arktycznej ryby są prawie wszędzie, ale skoro widniała w karcie postanowiłam spróbować. Cóż, może następnym razem…

Czekając na shormę (wybieram drobiową z serem cheddar) rozglądam się po wnętrzu. Ściany i wnęki wyłożone są naturalnym kamieniem o ciepłych odcieniach piasku, ecru i brązu. Dyskretne oświetlenie i dodatki (indiańskie pióropusze, łuk, strzały, kołczan) sprawiają,że miejsce ma swój oryginalny klimat.

 restauracja kojot kielce

Niestety jest dość chłodno, na szczęście moje danie zostaje podane po 15 minutach.Oto na białym talerzu dostaję pokaźną górę frytek, mięso z kurczaka i sałatkę winegret.W zestawie są także dwa sosy: pomidorowy i czosnkowy, podane w dużych sosjerkach. Wrażenie wizualne pozytywne. Teraz czas na kubki smakowe.

Frytki dobrze wysmażone (olej świeży), mięso z kurczaka mięciutkie i soczyste (brawo,bo oznacza to, że trzymano je krótko na ogniu, ale na tyle wystarczająco, by białko się ścięło). Największą niespodzianką była sałatka. O tej porze roku spodziewałam się bezsmakowej mieszaniny czegoś na kształt kapusty pekińskiej, sprowadzanych pomidorów i sztucznego ogórka. Tymczasem całość smakowała jak wiosną, za to największy plus!

Podsumowując: jedzenie pyszne, duża porcja, dobra cena – schorma 16.90 pln, pepsi 0.5l 5.00zł. Mankament: dla mnie w lokalu było za chłodno, ale to kwestia indywidualna. Jednak preria podbita, z pewnością warto tu wrócić i spróbować innych przysmaków. Oby były równie świeże i smaczne!

Anna Stanisławska
11.12.2011