Jesteś tutaj

Zrobili z nas patologię. Mieszkańcy Wesołej 36 żalą się na Instytut Dizajnu (ZDJĘCIA)

Instytut Dizajnu w Kielcach zorganizował w minioną środę 28 czerwca warsztaty z kaligrafitti w podwórzu starej zabytkowej kamienicy na ulicy Wesołej 36. Na ścianach budynku pojawiły się różnokolorowe napisy. W Internecie odtrąbiono sukces i upiększenie podwórza. Tymczasem mieszkańcy domagają się usunięcia obraźliwych, ich zdaniem, napisów.

- Zrobili z nas patologię - mówi zdenerwowana mieszkanka kamienicy. - Proszę sobie sprawdzić, co oznacza słowo "kociokwik", które namalowali na ścianie. To osoba zestresowana lub na kacu. To patologia, a u nas jej nie ma - mówi kobieta.

- Miały być graffiti, malowidła na elewacjach, a nie bazgroły takie. Co to za napisy w ogóle? "U nas cały czas się coś dzieje a najwięcej z wieczora" - to można jasno zrozumieć. - mówi inna mieszkanka budynku.

- Oszukali nas i potraktowali jak zwykłą patologię. Piszemy petycję. Te obraźliwe napisy mają szybko zniknąć. Niech to wszystko zamalują. - mówi kobieta w średnim wieku. - Ja udzielałam wywiadów przed malowaniem. To miało być inaczej wszystko. A jak wygląda, to widać. - żali się inna mieszkanka.

Instytut Dizajnu na swojej stronie na Facebooku poinformował, że napisy wybrali mieszkańcy. Ci jednak twierdzą, że, owszem, odbyły się konsultacje, ale w bardzo wąskim gronie i prezentowano im zupełnie coś innego.

Lokatorzy kamienicy zwracają uwagę, że Instytut Dizajnu na zdjęciach wykorzystał ich wizerunki, mimo wyraźnego sprzeciwu. - Ja sobie nie życzę, żeby moje zdjęcia były w Internecie. Mówiłam jak robili, że się nie zgadzam, a i tak umieścili. - opowiada kobieta. - To żenujące, jak nas potraktowali - dodaje mieszkanka.

Napisy, które powstały w trakcie warsztatów "Ślady na Podwórzu" nie podobają się mieszkańcom Wesołej 36. Zwracają oni uwagę na niedbałe, ich zdaniem, wykonanie. - To zwykłe bazgroły, a nie sztuka. Nierówne litery i do tego literówki. Zamiast słowa "urodzenia" napisali "urodenia". To po polsku? - mówi mężczyzna w średnim wieku. - Pod kamerą napisali "Tu nie ma światła" no bez przemyślenia całkiem - dodaje.

Na zarzuty mieszkańców kamienicy odpowiedział Krzysztof Kucharczyk, dyrektor artystyczny Instytutu Dizajnu w Kielcach. - Zespół Instytutu Dizajnu spędził ponad 2 godziny (na tydzień przed działaniami warsztatowymi) tylko na samych konsultacjach z lokalną społecznością. W przyjemnej atmosferze, przy zapachu domowego ciasta, przy napojach i przekąskach, poznawał mieszkańców, przedstawiał założenia projektu i rozmawiał na temat treści potencjalnie mających znaleźć się w tamtejszej przestrzeni. Były to wzorowo poprowadzone konsultacje- pełne dobrej energii, budujących treści i życzliwości. - napisał dyrektor Kucharczyk w przesłanym oświadczeniu.

- Posiadamy zdjęcia z tych konsultacji i nagrania wideo, które dowodzą, że pokazywaliśmy mieszkańcom podwórka jak wygląda calligraffitti. Na specjalnie wydrukowanych kartach mieszkańcy zapoznali się z dotychczasowymi rezultatami warsztatów, poznali technikę caligrafitti, żywo reagowali i za sprawą jedynie własnej inwencji przekazywali nam hasła, które chcieliby widzieć w swoim otoczeniu. Treść napisów powstała w trakcie spotkania z mieszkańcami, nie były to teksty wymyślone przez pracowników ID. Z założenia miały mieć pozytywny przekaz. Treści częstokroć niecenzuralne, wymykające się z ram kultury, były przez nas odrzucane. - informuje dyrektor Krzysztof Kucharczyk.

- Słowo "kociokwik" padało w trakcie konsultacji wyłącznie w kontekście zamieszania, zamętu, galimatiasu. To słowo również zostało zaproponowane przez jedną z mieszkanek kamienicy. Nikt wobec tej propozycji nie oponował; ani w trakcie konsultacji (wzbudziło ogólny aplauz), ani w trakcie warsztatów, jak również i po ich zakończeniu. Wszystkie rozmowy dotyczące treści i działań przebiegały sympatycznie i życzliwie. - pisze w oświadczeniu dyrektor artystyczny Instytutu Dizajnu w Kielcach.

- Odnośnie nagrań i dokumentacji zdjęciowych: mieszkańcy wcześniej byli poinformowani o takich zamiarach, nie oponowali na żadnym etapie, nie unikali ujęć, co więcej - z przyjemnością udzielali wywiadów stacjom telewizyjnym i radiowym. Jako osoby pracujące dla lokalnej społeczności zdajemy sobie sprawę ze szczególnego wyczulenia, jakim powinniśmy się kierować przy publikacji zdjęć z podobnych warsztatów. Tym samym każdorazowo informujemy o robionych zdjęciach czy video. Tak też było i w tym przypadku, nikt nie robił z tego tajemnicy. Nikt nie zmuszał mieszkańców również do udzielania wywiadów. - odpowiada dyrektor Kucharczyk na zarzuty dotyczące bezprawnej publikacji wizerunków mieszkańców.

- Jutro (sobota 1 lipca - przyp.red.) część zespołu uda się w to miejsce. Porozmawia z mieszkańcami i raz jeszcze zweryfikuje potencjalne zarzuty. Jeżeli któreś hasła (wcześniej uzgadnianie z mieszkańcami, raz jeszcze przypomnę) nagle nie będą akceptowalne, wówczas je zamalujemy. Kończąc akcję malowania na podwórku, zespół umawiał się z mieszkańcami, że wróci za kilka dni aby ulepszyć i wykończyć to, na co nie starczyło czasu w trakcie 4-godzinnej akcji. W tym ewentualne literówki, lub formę napisu. - informuje dyrektor Instytutu Dizajnu Krzysztof Kucharczyk w przesłanym oświadczeniu.

Kliknij w zdjęcie, żeby zobaczyć galerię: Ściany podwórza na ulicy Wesołej 36 30.06.2017.

Ściany podwórza na ulicy Wesołej 36 30.06.2017

Odpowiedzi

Ehhhh. Jacy artyści taka sztuka...

He he.... ale sztuka mmmmmm jakby dzieci pomalowały mury....

Ot, całe Kielce - cichociemny, nierozumny zaścianek 100 lat za murzynami.

Bo to trzeba najpierw tło pod taką kaligrafię przygotować, odmalować kawałek... Na starej, pomazanej ścianie to wyszło jak wyszło, na zabazgrolonej kartce papieru śliczny napis z zawijasami tak samo nie będzie dobrze wyglądał.

Tak, tak - miasto powinno najpierw patologii wysprzątać podwórko, usnąć brudy, pomalować zapuszczone ściany a dopiero potem zrobić tu jakąś impre dla patologii! Wystarczy dokładniej przyjrzeć się brudnym ścianom, zasikanym murom, deskom w oknach, aby stwierdzić, kto tu naprawdę mieszka. Przypomnę tylko, że ul. Wesoła nigdy nie była... wesoła. To stara, jeszcze przedwojenna tradycja, że Wesoła była centrum łobuzerstwa i szmatławstwa w tym mieście.